środa, 1 maja 2013

Liam

-Nie Lou. Bardzo się śpieszę. Muszę zaraz być w pracy. - odpowiedziałem na pytanie przyjaciela.
-Szkoda. Ten film podobno jest świetny. Może następnym razem. - zasmucił się chłopak.
-Tak... - zapewniłem i pobiegłem do auta zostawiając przyjaciela.. Całe moje życie to : praca, dom, szkoła... Trochę nudne jak na dziewiętnastolatka. Chłopacy w moim wieku szaleją na imprezach, mają dziewczyny i są na utrzymaniu rodziców. Jednak ja jestem inny, jak to mówi moja mama, szybko się usamodzielniłem.
Zatrzymałem samochód na parkingu przed Starbucksem. Moja praca także do ciekawych nie należy ale na razie przecież ciągle się uczę więc musi pasować. Spotykam jednak ciekawe osoby.
Przebrałem się w mój czerwony, roboczy fartuch i ustałem za ladą. Od razu po otwarciu ustawiła się mega długa kolejka.
"Proszę kawę ; Proszę herbatę "- takie oto normalne prośby towarzyszyły mojej pracy. Czasem zdarzała się osoba mająca czas,  czasem zamieni się słowo z kolegą stojącym przy sąsiedniej ladzie, Harrym. To naprawdę fajny chłopak, tylko straszny z niego podrywacz. Czasem mi się wydaje, że uwodzi nawet mężczyzn. Pewnie to tylko moje chore wyobrażenia. Jego kręcone włosy, zielone oczy i dołeczki sprawiają, że wszystkie dziewczyny wzdychają  itd.... Ugh... Czasem to mu nawet trochę zazdroszczę.
Pracę zakończyłem o  19:00.  Postanowiłem, że zadzwonię do Louisa.
-Hejka! - przywitałem się kiedy odebrał.
-Hejo! Co tam? -
-Słuchaj, już skończyłem pracę i pomyślałem, że byśmy mogli teraz wybrać się do tego kina.
Pomysł mu się spodobał i umówiliśmy się na godzinę 20:00 pomiędzy naszymi domami. Mieszkaliśmy obok siebie, więc kiedy tylko chcieliśmy mogliśmy się spotkać.
Dojechałem do domu o 19:20 i szybko pobiegłem się przebrać.Po  zastanowieniu, długim zastanowieniu ubrałem jeansowe rurki, białe conversy, koszulkę i szarą bluzę. Zostało pięć minut, więc wyszedłem z domu. Louis już na mnie czekał.
-Siemka.. Zwijamy się co? - zaczął.
-OK. Samochodem czy pieszo? - zapytałem.
-Samochodem.
Kto jak kto ale Lou, jak zawsze wygodnicki, nie mógłby się przejść.
-No to lecę po kluczyki.
-Nie... Pojedziemy moim. - zaproponował.
Wsiedliśmy do jego samochodu. Jak zwykle słuchaliśmy głośnej muzyki, rozmawialiśmy.
               
                 *          *       *
Wybraliśmy ten najnowszy horror. Kupiliśmy w kasie bilety i poszliśmy na salę. Po dziesięciu minutach reklam film wreszcie się zaczął. Był naprawdę straszny, wręcz przerażający. Lou cały czas łapał  mnie za rękę. Zapaliło się światło oznaczające przerwę.
-Kupmy popcorn. - rzucił  Lou.
Poszedłem więc do baru, a Tommo został uporczywie twierdząc, że pod fotelem gościa z ostatniego rzędu czyha na niego krwiożercza bestia. Postałem trochę w kolejce... Wybrałem mega pakę i wróciłem na salę. Niestety nie zdążyłem, film się zaczął i trafiło mi iść po ciemku. Odliczyłem jakoś miejsca i usiadłem na wolnym fotelu.
Zajadałem popcorn. Zdziwiło mnie to, że Louis w ogóle nie jadł.
-Lou? - zapytałem lecz nikt mi nie odpowiedział. Uznałem więc, że chce ze mnie pożartować i wymyślił już jakąś śpiewkę o krwiożerczym potworze.  W filmie nastał straszny moment i odruchowo moja ręka poleciała tam gdzie powinna znajdować się ręka przyjaciela. Właśnie.... powinna. jednak tak nie było. Kiedy włączyli światło na miejscu obok ujrzałem.  Zarumieniłem się ale postanowiłem do niej zagadać.
- hej! Sorki za to, że łapałem cię za rękę ale myślałem, że to mój kumpel siedzi  obok. Wysłał mnie po popcorn. Nie zdążyłem, film się zaczął i musiałem po ciemku szukać miejsca. Liczyłem ale najwidoczniej się pomyliłem.
-Hejka. Spoko.. Nie masz za co przepraszać. - powiedziała aksamitnym głosem. Bardzo mi się spodobała. miała lekko kręcone, bląd włosy do pasa. Niebieskie oczy i malinowe usta.
-Czy w ramach rewanżu  masz ochotę wypić ze mną kawę lub zjeść jakiś obiad? - zapytałem nieśmiało.
-Bardzo chętnie. Znam fajną restaurację.- odpowiedziała z uśmiechem. Wymieniliśmy się numerami.
- Zadzwonię.- powiedziałem na odchodne. Poszukałem Louisa... Opowiedziałem mu całą historię...
-Ja nawet popcornu nie zjadłem przez ciebie. Umieram z głodu, a ty laski wyrywasz... -  zaśmiał się.
Następnego dnia zadzwoniłem do Melanie, bo tak miała na imię ta dziewczyna. Umówiliśmy się na 14:00. Podała mi swój adres, ponieważ upierałem się, że sam po nią pojadę. Musiałem jakoś wyglądać więc ubrałem: fioletowe rurki, oczywiście białe conversy, koszulkę i marynarkę. Wyprostowałem włosy i byłem gotowy.
                                        *               *              *
Melanie mieszkała w pięknym białym domu.
Zapukałem do drzwi. Po chwili moim oczom ukazała się ona. Była śliczna. Miała na sobie zwiewną, błękitną sukienkę idealnie pasującą do jej oczu, jeansową kurteczkę i niebieskie sandały. We włosach miała wetknięte okulary. Wyglądała przeuroczo.
Cały dzień spędziliśmy razem. Oglądaliśmy Londyn, siedzieliśmy w parku. Mieliśmy ze sobą wiele wspólnego....
Teraz Melanie jest moją dziewczyną. Bardzo ją kocham... Niech by tylko Harry spróbował ją poderwać... o nie!!! Ja już bym mu dał...


__________________________________________________________________________________

Siemka... Nie wiem czemu nowa redaktorka jeszcze nic nie napisała ale mam nadzieję,że to dziś zrobi
Mil Eno życzę ci dobrych imaginów =)

                                                                                                                      StylEska :)

wtorek, 30 kwietnia 2013

Nowa redaktorka ;)

Hejka ! Przyjęłam nową redaktorkę.... Jest to moja przyjaciółka. Myślę, że jeszcze dziś napisze jakiś post... Czekajcie !!!
Jednak nie zmienia to faktu, że nadal poszukuję ludzi do współpracy.... 

                                     ZAPRASZAM !!!
                                                                                                 
                                                                                                                 StylEska :)

Nialler:)

- Nialler! Wychodzimy ! - dobiegł mnie głos Harry'ego. No nie! Jak ten koleś mnie wkurza.
- Mamy jeszcze piętnaście minut! - krzyknąłem zdenerwowany. Tak naprawdę nie miałem ochoty nigdzie wychodzić... Był sobotni wieczór, idealna pora aby obejrzeć jakiś serial komediowy zajadając przy tym chipsy i popijając colę. No ale mając w domu takiego imprezowicza jak Styles nie dało się posiedzieć. Poszedłem powoli do łazienki... Zrobiłem się "na ludzi" i wyszedłem. Zayn zbiegł po schodach i jak zwykle zacząłem się krztusić silnym zapachem jego perfum. Jak ten chłopak oddycha? 
- No Niall gotowy??? - zapytał mulat z zawadiackim uśmiechem. Jeszcze i on chciał mnie w to wciągać...Czy on wszyscy powariowali???
- Oczywiście. - musiałem poudawać zadowolonego z wypadu aby znów nie wyjść na kretyna ciągle siedzącego w domu. Ostatnim razem mieli niezły ubaw kiedy wyciągali mnie z domu siłą. Co ja na to poradzę ? Po prostu już taki jestem. Nie za bardzo lubię wychodzić z domu. Nie kręci mnie życie imprezowicza.                                                                    
          **                      **                     **
Siedzieliśmy  w samochodzie spokojnie jadąc... Oczywiście Harry był kierowcą. No i co z tego, skoro później ja i Liam musieliśmy ich  wynosić z klubu bo zawsze tak się upiją, że nie mają siły iść o własnych nogach.... Wysiadłem pod jakimś klubem. Nie wiedziałem gdzie się znajduję no ale to nie było ważne... Weszliśmy do białego budynku. Huczało mi w głowie, muzyka była tak głośna... Wszędzie unosiły się silne opary alkoholu...  Nie moje klimaty. Liam zaproponował żebyśmy się gdzieś usiedli i spróbowali pogadać. No ale mądry Tommo zaciągnął nas w tłum i musieliśmy tańczyć. Jak dla mnie to było okropne. Co chwila ktoś  we mnie uderzał, popychał , lecz Harry przez cały czas się śmiał. Nic dziwnego. Był w swoim żywiole... Podrywał dziewczyny i td...Kiedy Zayna, Louisa i Hazze pochłonął tłum ulotniliśmy się z Daddym do stolika w kącie. Zamówiliśmy colę i rozmawialiśmy , jak to przyjaciele... Nagle podbiegł do nas Louis , podbiegł to źle powiedziane. On się doczołgał. Miał poobijane ręce, rozkrwawione usta.Wyglądał jakby się z kimś pobił. Miałem ochotę się na niego powydzierać lecz Li posłał mi spojrzenie nakazujące po prostu abym się przymknął. 
- Hazza i Zayn ! Oni... chłopacy ... on się tam biją ..... Jacyś pijani goście zaczęli się nas czepiać ... - bełkotał szybko Louis. Przestraszyłem się nie na żarty, przecież mogło im się coś stać. Liam zachował zimną krew i szybko spytał Tomma gdzie odbywa się bójka. Pobiegliśmy na miejsce. Nie wyglądało to za ciekawie.  Hazz leżał w kącie i się krztusił, a Zayn nasz dzielny bad-boy nadal zacięcie walczył. Liam i Lou zaczęli rozłączać Zayna i tych typów, a ja pośpieszyłem na pomoc Stylesowi. Nie było aż tak źle jakby się mogło  wydawać. Myślałem, że będzie gorzej. Miał tylko kilka rozcięć na czole i to wszystko. Bełkotał coś niewyraźnie i zaczął mnie przytulać.. Ha ha :) Cały on po alkoholu... Jak zwykle na haju ...                                                                                       -Oj Niallu mój. - zaczął śpiewać. Wszyscy byli zajęci patrzeniem na "bitwę", więc nie zwracali zbytniej uwagi na zachowanie Harry'ego.  Spojrzałem w stronę Liama. Jakoś się uporał z tymi łobuzami i prowadził Zayna i Louisa  do wyjścia. Podążyłem za nimi wraz ze Stylesem. Zapakowaliśmy ich do samochodu... Nie powiem, było z tym trochę problemu ale i tak zachowywali się lepiej niż dotychczas. Kiedy już udało się nam z nimi uporać i bezpiecznie siedzieli  z tyłu odsapnęliśmy z ulgą i usadowiliśmy się na przedzie. Ja zostałem kierowcą bo Liam był skonany. Szczerze to mnie to nie zdziwiło. Rozbrajać kogoś takiego jak nasz bad-boy. Ja bym sobie nie poradził.
-Będziemy mieli kupę śmiechu kiedy im to opowiemy.- stwierdził Li.
-O tak... Te ich miny. Już sobie je wyobrażam. - zachichotałem. Spojrzeliśmy jednocześnie na chłopców. Chociaż byli zapięci pasami i tak spali jeden na drugim. Wyglądało to bardzo śmiesznie więc chyba nic dziwnego, że wybuchnęliśmy głośnym śmiechem.
                                    *                    *             *
Dojechaliśmy wreszcie do domu. Wysiedliśmy z auta i zaczęliśmy wyciągać chłopaków. Nie chciało nam się ich przenosić więc postanowiłem, że ich obudzimy. Po kilkunastu kuksańcach w bok Zayn się obudził, Lou zaraz po nim. Z Hazzą było najwięcej kłopotu.
-Czy szanowny pan Styles ruszy wreszcie swój tyłek i  raczy wyjść ??? - krzyknąłem mu do ucha. O dziwo poskutkowało... Harry wstał i popędził zygzakiem do drzwi. Doszliśmy do niego.
Opatrzyłem chłopakom rany i położyliśmy ich spać.
 Następnego dnia mieliśmy niezłą bekę...
-Skąd te bandaże??? - zapytał skołowany loczek podczas śniadania.
- No się nie pamięta co??? - zakpił Li.
-No nie.- odpowiedzieli Zayn i Lou równie skołowani. Opowiedzieliśmy im całą historię z wczorajszego wypadu. Tak jak przypuszczaliśmy ich miny były bezcenne.
- Następnym razem trzeba posłuchać Nialla i zostać w domu!- zakończyłem z tryumfem.
_____________________________________________

Hejka! Wiem, że obiecałam jeden imagin dziennie ale nie dam rady. Muszę więc wprowadzić nowe zasady. Dwa - trzy imaginy tygodniowo. Powinnam się wyrobić... Teraz mam tydzień wolny więc się coś napisze. Redaktorki jeszcze nie znalazłam... Może ktoś z was jest chętny???
Jeśli tak to pisać w komentarzach lub na :

styleska517389@gmail.com  ...

Chciałabym też żeby chętni przysłali jakiś swój imagin ... Mogłabym wybrać... Jeśli znajdę kilka fajnych osóbek to chętnie przyjmę .... :)

                                                                                 
                                                                                                 StylEska :)

czwartek, 25 kwietnia 2013

Imagin z Louisem

                                             
Jak ja mogłam do tego dopuścić. Do teraz nie mogę sobie tego wybaczyć. Pozwoliłam na to aby tego pamiętnego dnia to on pojechał po Rosalie, a nie ja... Wszyscy mówili, że to nie moja wina, że to był nieszczęśliwy wypadek ale ja wiedziałam swoje... Tego dnia to ja miałam jechać po naszą córkę do przedszkola  ale przyjaciółki zaproponowały wypad na miasto więc zadzwoniłam do Louisa.  Bawiłyśmy się świetnie ... zakupy, kawiarnia itd, aż do chwili kiedy zadzwonił telefon... Odebrałam z uśmiechem na twarzy, ponieważ dziewczyny tak mnie rozśmieszały ... Był to jakiś nieznany numer  ... 
-Halo... Czy dodzwoniłem się do pani [T.I] Tomlinson ? - zapytał nieznajomy męski głos.
-Tak. - odpowiedziałam.
-Dzwonię ze szpitala. Pani mąż Louis miał wypadek. Jest w bardzo ciężkim stanie. 
Serce zaczęło mi mocno bić, byłam przerażona. Zapytałam szybko o adres i nic nie tłumacząc przyjaciółkom pobiegłam do samochodu. Odpaliłam silnik i zaczęłam szybko jechać... Po niecałych pięciu minutach dotarłam na miejsce... W szpitalu było dużo osób. Musiałam się przeciskać pomiędzy tłumami żeby dotrzeć do recepcji, a później na salę, do Louisa. Jakoś dotarłam, choć nie było to wcale takie łatwe...
                                            
                                                  *              *                *
Jego twarz była cała podrapana... Nogi w gipsach .... Nie mogłam nawet na to patrzeć... Miał połamane żebra. Wyglądał jakby miał zaraz umrzeć... Podbiegłam go niego i go przytuliłam... Jęknął z bólu.
- Hejka [T.I] . Posłuchaj Rose jest nadal w przedszkolu. Musisz ją odebrać. Mam nadzieję, że jakoś sobie beze mnie poradzicie... Pamiętaj, że zawsze będę was kochał...
-Co???
Nie mogłam uwierzyć, że Louis może mówić takie rzeczy... On? taki zawsze wesoły. Leży teraz tutaj, taki połamany zupełnie bezbronny i bezsilny... Po moich policzkach spłynęły łzy... 
- [T.I] nie płacz. - próbował mnie pocieszyć Lou... Jego starania jednak nic nie dawały rozpłakałam się na dobre... Nagle urządzenia pod które Lou był podpięty zaczęły głośno piszczeć. Przybiegli lekarze, pielęgniarki ... W pewnym momencie zaczęłam widzieć wszystko jak przez mgłę...

Obudziłam się w objęciach Harry'ego .

-Gdzie ja jestem??? - zapytałam. Nie musiał mi odpowiadać. Po chwili sama sobie przypomniałam... Spojrzałam na przyjaciela był przygnębiony, smutny... Wręcz nie Hazza... 
-Co z Louisem??? Gdzie on jest??? 
Chłopak nic nie odpowiedział tylko zaczął głośno szlochać... Wiedziałam co to oznaczało.. Zaczęłam piszczeć, krzyczeć ale to i tak nic przecież nie dawało... Harry mnie przytulił... Wyrwałam mu się i pobiegłam na salę w której zemdlałam ... Łóżko było puste... Usiadłam na nim, położyłam się i przykryłam kołdrą ...

Na pogrzebie były setki osób... Fanki, rodzina, przyjaciele... Ja nawet nie miałam siły aby tam stać. Rosalie stała z Zaynem... Była mała więc nie do końca zrozumiała co się stało. Nie mogłam tam wytrzymać... Mój kochany Louis miał zaraz znaleźć się kilkanaście metrów pod ziemią. To było nie do zniesienia. 

Kiedy brązową trumnę pokryła pierwsza warstwa piasku zapłakana wybiegłam z cmentarza. Po jakichś pięciu minutach szybkiego biegu dotarłam do pobliskiego, miejskiego parku. Usiadłam na ławce i zaczęłam głośno płakać.. Teraz już nawet nie wiem czy można to było nazwać płaczem... Było to raczej beczenie lub jakiś pisk... 
Miałam ochotę siedzieć tak do końca życia ale nagle ktoś złapał mnie za rękę. To był Niall. Porozmawialiśmy i zaprowadził mnie do domu 1D ... Była tam Rose. Beztrosko bawiła się z resztą chłopców...


Po ciężkiej dla nas wszystkich śmierci Lou zespół przestał istnieć. Zamieszkałam z chłopcami... Jest świetnie . Przynajmniej dzięki nim wiem po co mam żyć, że śmierć Lou tak naprawdę nie była końcem świata tylko etapem nowego życia. Jednak on już na zawsze zostanie w moim sercu ...



___________________________________________________________________________________

Hejka! Oto i pierwszy imagin na blogu. Jeszcze nikogo nie znalazłam do pisania ale rozważam moją przyjaciółkę,... Myślę, że sama może i bym dała radę ale jak wiadomo RAZEM RAŹNIEJ !!!
Czekajcie na następny imagin... Może wyjdzie lepszy ... Bo akurat ten to do dobrych nie należy... :P

                                                                                                   StylEska :)

Powitanko =)

Hejka :) Witam was na moim nowym blogu. Będą na nim imaginy z One Direction .... Postaram się dodawać przynajmniej jeden dziennie ... Muszę poszukać też jakichś redaktorek, wystarczy nawet jedna... Życzę wam miłego czytania moich wypocin.... :P

                                                                                                           StylEska :)