Hejka ! Przyjęłam nową redaktorkę.... Jest to moja przyjaciółka. Myślę, że jeszcze dziś napisze jakiś post... Czekajcie !!!
Jednak nie zmienia to faktu, że nadal poszukuję ludzi do współpracy....
ZAPRASZAM !!!
StylEska :)
wtorek, 30 kwietnia 2013
Nialler:)
- Nialler! Wychodzimy ! - dobiegł mnie głos Harry'ego. No nie! Jak ten koleś mnie wkurza.
- Oczywiście. - musiałem poudawać zadowolonego z wypadu aby znów nie wyjść na kretyna ciągle siedzącego w domu. Ostatnim razem mieli niezły ubaw kiedy wyciągali mnie z domu siłą. Co ja na to poradzę ? Po prostu już taki jestem. Nie za bardzo lubię wychodzić z domu. Nie kręci mnie życie imprezowicza.
** ** **
Siedzieliśmy w samochodzie spokojnie jadąc... Oczywiście Harry był kierowcą. No i co z tego, skoro później ja i Liam musieliśmy ich wynosić z klubu bo zawsze tak się upiją, że nie mają siły iść o własnych nogach.... Wysiadłem pod jakimś klubem. Nie wiedziałem gdzie się znajduję no ale to nie było ważne... Weszliśmy do białego budynku. Huczało mi w głowie, muzyka była tak głośna... Wszędzie unosiły się silne opary alkoholu... Nie moje klimaty. Liam zaproponował żebyśmy się gdzieś usiedli i spróbowali pogadać. No ale mądry Tommo zaciągnął nas w tłum i musieliśmy tańczyć. Jak dla mnie to było okropne. Co chwila ktoś we mnie uderzał, popychał , lecz Harry przez cały czas się śmiał. Nic dziwnego. Był w swoim żywiole... Podrywał dziewczyny i td...Kiedy Zayna, Louisa i Hazze pochłonął tłum ulotniliśmy się z Daddym do stolika w kącie. Zamówiliśmy colę i rozmawialiśmy , jak to przyjaciele... Nagle podbiegł do nas Louis , podbiegł to źle powiedziane. On się doczołgał. Miał poobijane ręce, rozkrwawione usta.Wyglądał jakby się z kimś pobił. Miałem ochotę się na niego powydzierać lecz Li posłał mi spojrzenie nakazujące po prostu abym się przymknął.
- Mamy jeszcze piętnaście minut! - krzyknąłem zdenerwowany. Tak naprawdę nie miałem ochoty nigdzie wychodzić... Był sobotni wieczór, idealna pora aby obejrzeć jakiś serial komediowy zajadając przy tym chipsy i popijając colę. No ale mając w domu takiego imprezowicza jak Styles nie dało się posiedzieć. Poszedłem powoli do łazienki... Zrobiłem się "na ludzi" i wyszedłem. Zayn zbiegł po schodach i jak zwykle zacząłem się krztusić silnym zapachem jego perfum. Jak ten chłopak oddycha?
- No Niall gotowy??? - zapytał mulat z zawadiackim uśmiechem. Jeszcze i on chciał mnie w to wciągać...Czy on wszyscy powariowali???
** ** **
- Hazza i Zayn ! Oni... chłopacy ... on się tam biją ..... Jacyś pijani goście zaczęli się nas czepiać ... - bełkotał szybko Louis. Przestraszyłem się nie na żarty, przecież mogło im się coś stać. Liam zachował zimną krew i szybko spytał Tomma gdzie odbywa się bójka. Pobiegliśmy na miejsce. Nie wyglądało to za ciekawie. Hazz leżał w kącie i się krztusił, a Zayn nasz dzielny bad-boy nadal zacięcie walczył. Liam i Lou zaczęli rozłączać Zayna i tych typów, a ja pośpieszyłem na pomoc Stylesowi. Nie było aż tak źle jakby się mogło wydawać. Myślałem, że będzie gorzej. Miał tylko kilka rozcięć na czole i to wszystko. Bełkotał coś niewyraźnie i zaczął mnie przytulać.. Ha ha :) Cały on po alkoholu... Jak zwykle na haju ... -Oj Niallu mój. - zaczął śpiewać. Wszyscy byli zajęci patrzeniem na "bitwę", więc nie zwracali zbytniej uwagi na zachowanie Harry'ego. Spojrzałem w stronę Liama. Jakoś się uporał z tymi łobuzami i prowadził Zayna i Louisa do wyjścia. Podążyłem za nimi wraz ze Stylesem. Zapakowaliśmy ich do samochodu... Nie powiem, było z tym trochę problemu ale i tak zachowywali się lepiej niż dotychczas. Kiedy już udało się nam z nimi uporać i bezpiecznie siedzieli z tyłu odsapnęliśmy z ulgą i usadowiliśmy się na przedzie. Ja zostałem kierowcą bo Liam był skonany. Szczerze to mnie to nie zdziwiło. Rozbrajać kogoś takiego jak nasz bad-boy. Ja bym sobie nie poradził.
-Będziemy mieli kupę śmiechu kiedy im to opowiemy.- stwierdził Li.
-O tak... Te ich miny. Już sobie je wyobrażam. - zachichotałem. Spojrzeliśmy jednocześnie na chłopców. Chociaż byli zapięci pasami i tak spali jeden na drugim. Wyglądało to bardzo śmiesznie więc chyba nic dziwnego, że wybuchnęliśmy głośnym śmiechem.
* * *
Dojechaliśmy wreszcie do domu. Wysiedliśmy z auta i zaczęliśmy wyciągać chłopaków. Nie chciało nam się ich przenosić więc postanowiłem, że ich obudzimy. Po kilkunastu kuksańcach w bok Zayn się obudził, Lou zaraz po nim. Z Hazzą było najwięcej kłopotu.
-Czy szanowny pan Styles ruszy wreszcie swój tyłek i raczy wyjść ??? - krzyknąłem mu do ucha. O dziwo poskutkowało... Harry wstał i popędził zygzakiem do drzwi. Doszliśmy do niego.
Opatrzyłem chłopakom rany i położyliśmy ich spać.
Następnego dnia mieliśmy niezłą bekę...
-Skąd te bandaże??? - zapytał skołowany loczek podczas śniadania.
- No się nie pamięta co??? - zakpił Li.
-No nie.- odpowiedzieli Zayn i Lou równie skołowani. Opowiedzieliśmy im całą historię z wczorajszego wypadu. Tak jak przypuszczaliśmy ich miny były bezcenne.
- Następnym razem trzeba posłuchać Nialla i zostać w domu!- zakończyłem z tryumfem.
_____________________________________________
Hejka! Wiem, że obiecałam jeden imagin dziennie ale nie dam rady. Muszę więc wprowadzić nowe zasady. Dwa - trzy imaginy tygodniowo. Powinnam się wyrobić... Teraz mam tydzień wolny więc się coś napisze. Redaktorki jeszcze nie znalazłam... Może ktoś z was jest chętny???
Jeśli tak to pisać w komentarzach lub na :
styleska517389@gmail.com ...
Chciałabym też żeby chętni przysłali jakiś swój imagin ... Mogłabym wybrać... Jeśli znajdę kilka fajnych osóbek to chętnie przyjmę .... :)
StylEska :)
-Będziemy mieli kupę śmiechu kiedy im to opowiemy.- stwierdził Li.
-O tak... Te ich miny. Już sobie je wyobrażam. - zachichotałem. Spojrzeliśmy jednocześnie na chłopców. Chociaż byli zapięci pasami i tak spali jeden na drugim. Wyglądało to bardzo śmiesznie więc chyba nic dziwnego, że wybuchnęliśmy głośnym śmiechem.
* * *
Dojechaliśmy wreszcie do domu. Wysiedliśmy z auta i zaczęliśmy wyciągać chłopaków. Nie chciało nam się ich przenosić więc postanowiłem, że ich obudzimy. Po kilkunastu kuksańcach w bok Zayn się obudził, Lou zaraz po nim. Z Hazzą było najwięcej kłopotu.
-Czy szanowny pan Styles ruszy wreszcie swój tyłek i raczy wyjść ??? - krzyknąłem mu do ucha. O dziwo poskutkowało... Harry wstał i popędził zygzakiem do drzwi. Doszliśmy do niego.
Opatrzyłem chłopakom rany i położyliśmy ich spać.
Następnego dnia mieliśmy niezłą bekę...
-Skąd te bandaże??? - zapytał skołowany loczek podczas śniadania.
- No się nie pamięta co??? - zakpił Li.
-No nie.- odpowiedzieli Zayn i Lou równie skołowani. Opowiedzieliśmy im całą historię z wczorajszego wypadu. Tak jak przypuszczaliśmy ich miny były bezcenne.
_____________________________________________
Hejka! Wiem, że obiecałam jeden imagin dziennie ale nie dam rady. Muszę więc wprowadzić nowe zasady. Dwa - trzy imaginy tygodniowo. Powinnam się wyrobić... Teraz mam tydzień wolny więc się coś napisze. Redaktorki jeszcze nie znalazłam... Może ktoś z was jest chętny???
Jeśli tak to pisać w komentarzach lub na :
styleska517389@gmail.com ...
Chciałabym też żeby chętni przysłali jakiś swój imagin ... Mogłabym wybrać... Jeśli znajdę kilka fajnych osóbek to chętnie przyjmę .... :)
StylEska :)
czwartek, 25 kwietnia 2013
Imagin z Louisem
Jak ja mogłam do tego dopuścić. Do teraz nie mogę sobie tego wybaczyć. Pozwoliłam na to aby tego pamiętnego dnia to on pojechał po Rosalie, a nie ja... Wszyscy mówili, że to nie moja wina, że to był nieszczęśliwy wypadek ale ja wiedziałam swoje... Tego dnia to ja miałam jechać po naszą córkę do przedszkola ale przyjaciółki zaproponowały wypad na miasto więc zadzwoniłam do Louisa. Bawiłyśmy się świetnie ... zakupy, kawiarnia itd, aż do chwili kiedy zadzwonił telefon... Odebrałam z uśmiechem na twarzy, ponieważ dziewczyny tak mnie rozśmieszały ... Był to jakiś nieznany numer ...
-Halo... Czy dodzwoniłem się do pani [T.I] Tomlinson ? - zapytał nieznajomy męski głos.
-Tak. - odpowiedziałam.
-Dzwonię ze szpitala. Pani mąż Louis miał wypadek. Jest w bardzo ciężkim stanie.
Serce zaczęło mi mocno bić, byłam przerażona. Zapytałam szybko o adres i nic nie tłumacząc przyjaciółkom pobiegłam do samochodu. Odpaliłam silnik i zaczęłam szybko jechać... Po niecałych pięciu minutach dotarłam na miejsce... W szpitalu było dużo osób. Musiałam się przeciskać pomiędzy tłumami żeby dotrzeć do recepcji, a później na salę, do Louisa. Jakoś dotarłam, choć nie było to wcale takie łatwe...
* * *
Jego twarz była cała podrapana... Nogi w gipsach .... Nie mogłam nawet na to patrzeć... Miał połamane żebra. Wyglądał jakby miał zaraz umrzeć... Podbiegłam go niego i go przytuliłam... Jęknął z bólu.
- Hejka [T.I] . Posłuchaj Rose jest nadal w przedszkolu. Musisz ją odebrać. Mam nadzieję, że jakoś sobie beze mnie poradzicie... Pamiętaj, że zawsze będę was kochał...
-Co???
Nie mogłam uwierzyć, że Louis może mówić takie rzeczy... On? taki zawsze wesoły. Leży teraz tutaj, taki połamany zupełnie bezbronny i bezsilny... Po moich policzkach spłynęły łzy...
- [T.I] nie płacz. - próbował mnie pocieszyć Lou... Jego starania jednak nic nie dawały rozpłakałam się na dobre... Nagle urządzenia pod które Lou był podpięty zaczęły głośno piszczeć. Przybiegli lekarze, pielęgniarki ... W pewnym momencie zaczęłam widzieć wszystko jak przez mgłę...
Obudziłam się w objęciach Harry'ego .
-Gdzie ja jestem??? - zapytałam. Nie musiał mi odpowiadać. Po chwili sama sobie przypomniałam... Spojrzałam na przyjaciela był przygnębiony, smutny... Wręcz nie Hazza...
-Co z Louisem??? Gdzie on jest???
Chłopak nic nie odpowiedział tylko zaczął głośno szlochać... Wiedziałam co to oznaczało.. Zaczęłam piszczeć, krzyczeć ale to i tak nic przecież nie dawało... Harry mnie przytulił... Wyrwałam mu się i pobiegłam na salę w której zemdlałam ... Łóżko było puste... Usiadłam na nim, położyłam się i przykryłam kołdrą ...
Na pogrzebie były setki osób... Fanki, rodzina, przyjaciele... Ja nawet nie miałam siły aby tam stać. Rosalie stała z Zaynem... Była mała więc nie do końca zrozumiała co się stało. Nie mogłam tam wytrzymać... Mój kochany Louis miał zaraz znaleźć się kilkanaście metrów pod ziemią. To było nie do zniesienia.
Kiedy brązową trumnę pokryła pierwsza warstwa piasku zapłakana wybiegłam z cmentarza. Po jakichś pięciu minutach szybkiego biegu dotarłam do pobliskiego, miejskiego parku. Usiadłam na ławce i zaczęłam głośno płakać.. Teraz już nawet nie wiem czy można to było nazwać płaczem... Było to raczej beczenie lub jakiś pisk...
Miałam ochotę siedzieć tak do końca życia ale nagle ktoś złapał mnie za rękę. To był Niall. Porozmawialiśmy i zaprowadził mnie do domu 1D ... Była tam Rose. Beztrosko bawiła się z resztą chłopców...
Po ciężkiej dla nas wszystkich śmierci Lou zespół przestał istnieć. Zamieszkałam z chłopcami... Jest świetnie . Przynajmniej dzięki nim wiem po co mam żyć, że śmierć Lou tak naprawdę nie była końcem świata tylko etapem nowego życia. Jednak on już na zawsze zostanie w moim sercu ...
___________________________________________________________________________________
Hejka! Oto i pierwszy imagin na blogu. Jeszcze nikogo nie znalazłam do pisania ale rozważam moją przyjaciółkę,... Myślę, że sama może i bym dała radę ale jak wiadomo RAZEM RAŹNIEJ !!!
Czekajcie na następny imagin... Może wyjdzie lepszy ... Bo akurat ten to do dobrych nie należy... :P
StylEska :)
Powitanko =)
Hejka :) Witam was na moim nowym blogu. Będą na nim imaginy z One Direction .... Postaram się dodawać przynajmniej jeden dziennie ... Muszę poszukać też jakichś redaktorek, wystarczy nawet jedna... Życzę wam miłego czytania moich wypocin.... :P
StylEska :)
StylEska :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)