czwartek, 25 kwietnia 2013

Imagin z Louisem

                                             
Jak ja mogłam do tego dopuścić. Do teraz nie mogę sobie tego wybaczyć. Pozwoliłam na to aby tego pamiętnego dnia to on pojechał po Rosalie, a nie ja... Wszyscy mówili, że to nie moja wina, że to był nieszczęśliwy wypadek ale ja wiedziałam swoje... Tego dnia to ja miałam jechać po naszą córkę do przedszkola  ale przyjaciółki zaproponowały wypad na miasto więc zadzwoniłam do Louisa.  Bawiłyśmy się świetnie ... zakupy, kawiarnia itd, aż do chwili kiedy zadzwonił telefon... Odebrałam z uśmiechem na twarzy, ponieważ dziewczyny tak mnie rozśmieszały ... Był to jakiś nieznany numer  ... 
-Halo... Czy dodzwoniłem się do pani [T.I] Tomlinson ? - zapytał nieznajomy męski głos.
-Tak. - odpowiedziałam.
-Dzwonię ze szpitala. Pani mąż Louis miał wypadek. Jest w bardzo ciężkim stanie. 
Serce zaczęło mi mocno bić, byłam przerażona. Zapytałam szybko o adres i nic nie tłumacząc przyjaciółkom pobiegłam do samochodu. Odpaliłam silnik i zaczęłam szybko jechać... Po niecałych pięciu minutach dotarłam na miejsce... W szpitalu było dużo osób. Musiałam się przeciskać pomiędzy tłumami żeby dotrzeć do recepcji, a później na salę, do Louisa. Jakoś dotarłam, choć nie było to wcale takie łatwe...
                                            
                                                  *              *                *
Jego twarz była cała podrapana... Nogi w gipsach .... Nie mogłam nawet na to patrzeć... Miał połamane żebra. Wyglądał jakby miał zaraz umrzeć... Podbiegłam go niego i go przytuliłam... Jęknął z bólu.
- Hejka [T.I] . Posłuchaj Rose jest nadal w przedszkolu. Musisz ją odebrać. Mam nadzieję, że jakoś sobie beze mnie poradzicie... Pamiętaj, że zawsze będę was kochał...
-Co???
Nie mogłam uwierzyć, że Louis może mówić takie rzeczy... On? taki zawsze wesoły. Leży teraz tutaj, taki połamany zupełnie bezbronny i bezsilny... Po moich policzkach spłynęły łzy... 
- [T.I] nie płacz. - próbował mnie pocieszyć Lou... Jego starania jednak nic nie dawały rozpłakałam się na dobre... Nagle urządzenia pod które Lou był podpięty zaczęły głośno piszczeć. Przybiegli lekarze, pielęgniarki ... W pewnym momencie zaczęłam widzieć wszystko jak przez mgłę...

Obudziłam się w objęciach Harry'ego .

-Gdzie ja jestem??? - zapytałam. Nie musiał mi odpowiadać. Po chwili sama sobie przypomniałam... Spojrzałam na przyjaciela był przygnębiony, smutny... Wręcz nie Hazza... 
-Co z Louisem??? Gdzie on jest??? 
Chłopak nic nie odpowiedział tylko zaczął głośno szlochać... Wiedziałam co to oznaczało.. Zaczęłam piszczeć, krzyczeć ale to i tak nic przecież nie dawało... Harry mnie przytulił... Wyrwałam mu się i pobiegłam na salę w której zemdlałam ... Łóżko było puste... Usiadłam na nim, położyłam się i przykryłam kołdrą ...

Na pogrzebie były setki osób... Fanki, rodzina, przyjaciele... Ja nawet nie miałam siły aby tam stać. Rosalie stała z Zaynem... Była mała więc nie do końca zrozumiała co się stało. Nie mogłam tam wytrzymać... Mój kochany Louis miał zaraz znaleźć się kilkanaście metrów pod ziemią. To było nie do zniesienia. 

Kiedy brązową trumnę pokryła pierwsza warstwa piasku zapłakana wybiegłam z cmentarza. Po jakichś pięciu minutach szybkiego biegu dotarłam do pobliskiego, miejskiego parku. Usiadłam na ławce i zaczęłam głośno płakać.. Teraz już nawet nie wiem czy można to było nazwać płaczem... Było to raczej beczenie lub jakiś pisk... 
Miałam ochotę siedzieć tak do końca życia ale nagle ktoś złapał mnie za rękę. To był Niall. Porozmawialiśmy i zaprowadził mnie do domu 1D ... Była tam Rose. Beztrosko bawiła się z resztą chłopców...


Po ciężkiej dla nas wszystkich śmierci Lou zespół przestał istnieć. Zamieszkałam z chłopcami... Jest świetnie . Przynajmniej dzięki nim wiem po co mam żyć, że śmierć Lou tak naprawdę nie była końcem świata tylko etapem nowego życia. Jednak on już na zawsze zostanie w moim sercu ...



___________________________________________________________________________________

Hejka! Oto i pierwszy imagin na blogu. Jeszcze nikogo nie znalazłam do pisania ale rozważam moją przyjaciółkę,... Myślę, że sama może i bym dała radę ale jak wiadomo RAZEM RAŹNIEJ !!!
Czekajcie na następny imagin... Może wyjdzie lepszy ... Bo akurat ten to do dobrych nie należy... :P

                                                                                                   StylEska :)

2 komentarze: